Wczoraj Aaron zapytał mnie, czy wierzę w przyjaźń damsko-męską. Cóż, owszem. Nie jestem osobą wielkiej wiary, aczkolwiek przyjaźń jest dla mnie pewnym statutem, bez różnicy, czy z dziewczyną, facetem, psem, kotem czy królikiem. Mimo to każda jest inna, wiadomo, chociaż główne zasady są te same:
1.Nie mówimy źle o swoich przyjaciołach, kiedy ich nie ma. (Kiedy są, jest to dopuszczalne twarzą w twarz, o ile ma się niepodważalny na to powód).
2.Kiedy są w potrzebie - pomagamy. (Chyba że jest to po prostu wrodzony leń i mamy ich w czymś wyręczać. Ja tam nie ulegam w takiej kwestii, jeżeli chodzi o Merc, której nie chce się ruszyć dupy i pozmywać, ale jeżeli ma doła i prosi o obejrzenie z nią Śniadania u Tiffany'ego, zdecydowanie trzy razy TAK).
3.Jak to mówił Ernest Hemingway Każdy powinien mieć kogoś, z kim mógłby szczerze
pomówić, bo choćby człowiek był nie wiadomo jak dzielny, czasami czuje
się bardzo samotny. Także rozmowa sam na sam, bez tłumu oczywiście się wlicza. Tylko i wyłącznie szczera!
4.Częściej go pocieszaj, niż zasmucaj, nawet jeśli oznacza to wypicie litra wódki na pół.
5.Bądź bezinteresowny.
A tak mimochodem, Josh bardzo prosił, żeby o nim napisać, chyba mu się spodobało bywanie na tym blogu, toteż specjalnie dla niego wspomnę o tej wręcz kanonicznej postaci w owej, dzisiejszej notce. Josh ma ładne pędzelki w pracowni, widziałam wszystkie, które walały się po podłodze. W ogóle dużo się walało po podłodze, prawda Masterze?
Kasabian - Re-wired
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz